15 NZ w8 Leon na zawsze w naszej pamięci
Wielka rodzina Górnika pożegnała zmarłego Stanisława Sętkowskiego
Leon na zawsze w naszej pamięci
W Zabrzu znali Go wszyscy. Charakterystyczny dźwięk dzwonu, jaki rozbrzmiewał po każdej bramce zdobytej przez Trójkolorowych, stał się nieodłącznym elementem meczów rozgrywanych przy ul. Roosevelta. Podobnie jak koguty wręczane najlepszym zawodnikom. W lipcu pożegnaliśmy Stanisława „Leona” Sętkowskiego.
Każdy, kto dowiedział się o śmierci Stanisława ,,Leona” Sętkowskiego, powtarzał we wtorkowy wieczór 13 lipca z niedowierzaniem, jak to było możliwe. Przecież w tym dniu, choć bardzo upalnym, on jak zawsze był pełen energii i zapału. Pojawił się na stadionie Górnika, aby jak zawsze z wszystkimi się przywitać, spytać co słychać i co trzeba zrobić. Nigdy na nic nie narzekał, choć mając 82 lata, będąc po zawale serca, mógł czuć się słabo i szukać odpoczynku. To jednak nie było w jego stylu. Dewizą jego życia było działanie, pomoc i sprawianie radości ludziom, których spotykał na swojej drodze. Brało się to z jego niezwykle trudnej, życiowej drogi. Pochodził z Częstochowy. W czasie wojny stracił rodziców. Przygarnęła go ciotka. Był ministrantem na Jasnej Górze. Kiedy dorastał, ciotka zawiozła go do Krapkowic, gdzie znajdują się słynne zakłady obuwnicze. Tam skończył szkołę zawodową i został szewcem. Mógł wykonywać buty, ale jego to nie rajcowało. W 1960 r. przyjechał do Zabrza. Podjął pracę w kopalni ,,Zabrze” i z tym miastem związał się na całe życie. Zawsze ciągnęło go do sportu. Wtedy już coraz głośniej było o piłkarzach Górnika. On jednak wybrał lekkoatletykę. Zresztą była ona w tym klubie także bardzo silna. Był długodystansowcem. Biegał na dystansach 10 km, 5 km, 3 km. W rywalizacji na 10 km zdobył mistrzostwo Śląska. Jego nieprzeciętny talent zauważyli trenerzy sekcji lekkoatletycznej Legii Warszawa. To wystarczyło, aby ściągnąć go do stolicy i tego wojskowego klubu. ,,Leon” zawsze lubił żartować. Nic dziwnego, że na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej często się o tym przekonywano. Kiedy siedział w sekretariacie i odbierał telefony, witał dzwoniących mówiąc: Centralny Klub Sportowy Legia Warszawa, generał Stanisław Sętkowski, słucham. Nic dziwnego, że przylgnął do niego przydomek ,,Generał”. Być może dlatego mieszkał w pokoju ze znakomitym szablistą Jerzym Pawłowskim. W Legii wszyscy go lubili. Mógł zostać w stolicy i zapewne żyć dostatnio. Jednak nie skorzystał z tej propozycji. Wrócił do Zabrza, do swojego Górnika. Z nim związał swoje życie. Nie zabiegał o zaszczyty. Nie był ważnym działaczem. Był po prostu kibicem tego klubu, ale takim, jakiego już nigdy nie będzie. Nie miał rodziny, zapewne dlatego, mając dużo czasu, z tak wielką pasją poświęcał się pracy w klubie. Można bez cienia przesady powiedzieć, że był w nim człowiekiem renesansu. Wszystko potrafił. Jak trzeba było naprawić buty, to robił to. Jak komuś zepsuł się samochód, to zwracał się do znajomych mechaników i załatwiał naprawy. Kiedy widział, że któryś z piłkarzy ma brudne auto, to zakasał rękawy, brał wiadro, wodę, szczotkę, płyn i po kilku minutach samochód był czysty. Nie lubił bezczynności. Szukał zawsze nowych wyzwań. Kiedyś postanowił zająć się hodowlą kur i kogutów. Opiekował się nimi na ranczo bardzo dokładnie. Nie robił tego jednak tylko dla przyjemności, ani dla zysku. Wpadł na genialny pomysł, który przyniósł mu sławę i rozgłos w całej Polsce. Postanowił, że najlepszemu piłkarzowi Górnika po meczu w Zabrzu będzie wręczać koguta. Wokół tego wydarzenia powstała legenda. Piłkarze z zabawnym zrozumieniem przyjmowali taki oryginalny prezent, ale nie zawsze wiedzieli, co mają z nim zrobić. Na przykład Prejuce Nakoulma stwierdził, że przyrządzi go po afrykańsku. Kury znosiły jajka, zatem trzeba było coś z nimi zrobić. ,,Leon” dawał je piłkarzom i pracownikom klubu. Zawsze świeże i smaczne, cieszyły się ogromną popularnością. Nie był VIP-em, tylko zwykłym kibicem, a mimo to znała go cała piłkarska Polska. Jeździł na większość meczów Górnika, nawet do najodleglejszych miejscowości. Zawsze był witany z honorami. W Zabrzu kojarzył się z nieodzownym dzwonkiem. Otrzymał go od przyjaciela paulina z Jasnej Góry. Kiedy piłkarz Górnika zdobył bramkę, ,,Leon” zamaszyście dzwonił, oznajmiając wszem i wobec, że padł gol dla jego ukochanej drużyny. Ujmował wszystkich swoją bezpośredniością i życzliwością. Szczególną sympatią darzył dziennikarzy. Kiedy ich zobaczył, często zaczynał od słów: ,,Witam najlepszego dziennikarza sportowego, co słychać?”. Nic dziwnego, że po takich słowach każdy przedstawiciel prasy, radia czy telewizji ucinał sobie z nim rozmowę. Nigdy nie zabiegał o popularność i zaszczyty. Kiedy oddano trzy nowe trybuny na zabrzańskim stadionie, on nie przeniósł się na loże, ale został na starej, aż do czasu, kiedy nastał COVID. Jeździł wysłużonym polonezem z podniesionymi wycieraczkami. Na tę jego fanaberię z przymrużeniem oka patrzyli policjanci. Kiedy się mijali, wzajemnie pozdrawiali się, machając rękami. Jego śmierć napełniła smutkiem wszystkich, z którymi w jakikolwiek sposób zetknął się w swoim życiu. W mediach społecznościowych wypowiadali się o nim z niezwykła estymą piłkarze, działacze, dziennikarze, kibice. – Prawdziwy człowiek piłki nożnej. Spoczywaj w pokoju – napisał na Twitterze prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Boniek. Z niezwykłym wzruszeniem pożegnała Go podczas żałobnej mszy świętej w kościele św. Józefa w Zabrzu prezydent miasta Małgorzata Mańka-Szulik, dziękując mu za wielką miłość do Górnika. – Nie miał bliskiej rodziny, a dzisiaj jest tutaj cała jego rodzina – mówił prezes Górnika Dariusz Czernik. W przejmującym tekście na profilu w mediach społecznościowym napisał o nim wiceprezydent Zabrza Krzysztof Lewandowski: „Nawet nie wiesz, jak bardzo nam będzie Ciebie brakowało. Pierwszy kibicu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej! Na meczach wyjazdowych był zawsze największą gwiazdą. Ile osób zrobiło sobie z nim zdjęcie... Nie sądzę, by ktokolwiek w polskiej piłce zapozował do większej ilości selfie. Żegnaj Przyjacielu! Przyjacielu wszystkich kibiców! Przyjacielu wszystkich piłkarzy! Przyjacielu wszystkich, dla których Górnik jest ważny!”. Żegnały Go tłumy ludzi zebranych w kościele św. Józefa i wokół niego. Piłkarze Górnika wraz z trenerem Janem Urbanem i członkami sztabu szkoleniowego ubrani byli w czarne koszulki ze zdjęciem Stanisława Sętkowskiego i napisem: Leon na zawsze w pamięci. Spoczął na cmentarzu parafii św. Józefa. Jak najbliżej się dało od stadionu Górnika...
Andrzej Azyan