20 NZ w8 Położna – zawód dla kobiet wyjątkowych (cz. II)

W XVII wieku w Europie zaczęły powstawać szkoły dla położnych


Położna – zawód dla kobiet wyjątkowych (cz. II)

 

W pierwszej części artykułu opisaliśmy cechy, jakimi powinna charakteryzować się położna. Jak jednak miała wyglądać jej praca w praktyce? Otóż przybyła do porodu położna powinna była przestrzegać pewnego zbioru zasad, które opisał pod koniec XVIII wieku dr Christian August Struve z Görlitz, absolwent Szkoły Medycznej w Lipsku. Zasady te z dalszymi modyfikacjami obowiązywały w XIX i na początku XX wieku i były powielane w wydawanych później podręcznikach dla położnych. A zatem wszelkie brutalne procedury stosowane dawniej przy porodach przez akuszerki, takie jak ciągnięcie, szarpanie, naciskanie, wszelkie gwałtowne ruchy, krzyki, wywoływanie skurczów były szkodliwe dla rodzącej i położna powinna była ich unikać. Dalej: bezsensowne rozmowy, lamenty, niewłaściwe wypowiedzi, opowiadanie o strasznych i trudnych porodach innych kobiet, wywoływanie strachu u rodzącej również było niedozwolone. W izbie, w której odbywał się poród, nie mogło być za gorąco, zbędne sprzęty musiały zostać usunięte, a liczba osób w niej przebywających ograniczona do minimum. Przed porodem położna musiała przygotować niezbędne utensylia: wygodne krzesło porodowe, zestaw do lewatywy, nożyce z szerokimi tępymi końcami do przecięcia pępowiny, 4–6 konopnych pasków do podwiązania pępowiny, czyste flanelowe ręczniki, ciepłą i zimną wodę, wino, wannę do wykąpania i obmycia noworodka, ocet, ocet winny oraz czajnik, olej albo niesolone masło do smarowania rąk, a także potłuczoną cebulę, potłuczony czosnek, spirytus solny. Położna powinna była przyjaźnie rozmawiać z rodzącą i w miarę możliwości starać się zredukować ból. Koniecznie musiała zbadać rodzącą, jednakże bez użycia siły. Zabronione było przyspieszanie porodu za pomocą środków takich, jak gorzałka, wino zaprawiane ziołami czy szafran. Pragnienie rodzącej można było gasić mlekiem, wodą, herbatą, nie należało jednakże podawać jej wspomnianej już gorzałki czy gorących napojów. Jeśli rodząca była słaba, mógł ją pokrzepić rosół na mięsie, w przeciwieństwie do zupy warzywnej. Upuszczanie krwi było dozwolone tylko po zasięgnięciu porady lekarza lub położnika. Po porodzie należało zająć się zarówno dzieckiem, jak i matką. W żadnym wypadku położna nie mogła zostawiać jednej rodzącej przed zupełnie zakończonym porodem i spieszyć do drugiej. Nie mogła też podjąć się pomocy przy dwóch porodach równocześnie (wówczas musiałaby chodzić do rodzących na zmianę, co mogłoby sprowadzić niebezpieczeństwo śmierci na obie kobiety oraz ich dzieci). Gdyby wezwano ją w jednym czasie do dwóch porodów, należało pospieszyć do kobiety, która potrzebowała pomocy bardziej (np. do tej, której odeszły już wody zamiast do tej, która poczuła dopiero pierwsze bóle), a o drugim porodzie zawiadomić inną położną mieszkającą najbliżej. Nie wszystkie porody kończyły się jednak szczęśliwie. Jeśli matka zmarła przed porodem, należało niezwłocznie wezwać położnika (miał on stwierdzić czy matka umarła prawdziwie, czy tylko pozornie, a jeśli naprawdę – przeprowadzić „sztuczne rozwiązanie”) i starać się ratować dziecko, nie myśląc o tym, że i ono może już nie żyć. Zaniechanie wezwania położnika groziło karą pieniężną lub więzienia. Niezależnie od tego czy kobieta zmarła przed czy po porodzie, nakazywano z szacunkiem traktować zwłoki, ganiąc jako „bezrozumne” pewne praktyki występujące nagminnie w takich sytuacjach. Dalsze zasady opieki nad matką i dzieckiem mówiły o postępowaniu z noworodkiem w pierwszych chwilach życia, o tym, jak przywrócić do życia dziecko w zamartwicy, o opiece nad położnicą, pomocy w karmieniu piersią oraz o tym, co zrobić przy porodach trudnych, kiedy niezbędne jest wezwanie położnika. Reguły dla położnych określały także zasady postępowania z ciężarnymi i roniącymi. Położna odpowiedzialna była za nowo narodzone dziecko nie tylko od strony fizycznej, ale również od strony duchowej. Jeśli noworodek był słaby lub bliski śmierci, położna zobowiązana była ochrzcić go z wody. Dzieci katolików miała chrzcić bez pytania, natomiast tych wyznania ewangelickiego powinna była zapytać o zgodę. Oprócz tego zobowiązana była zasięgnąć rady duchownych różnych wyznań odnośnie postępowania z noworodkami rodziców różnych wyznań w niebezpieczeństwie śmierci. Co ciekawe, położna miała także obowiązek zanieść dziecko do chrztu jako „osoba od rządu ustanowiona i przysięgła” oraz dopilnować, aby do ochrzczenia noworodka użyć lekko ogrzanej wody zamiast zimnej. Oprócz tego niejednokrotnie położna zgłaszała urodzenie dziecka w urzędzie stanu cywilnego. Za swoją pracę położne pobierały od pacjentek „zwyczajowo przyjętą” opłatę. W przypadkach wątpliwych mogły korzystać z cennika, który raz na jakiś czas ukazywał się w dzienniku urzędowym i był podzielony na trzy klasy, w zależności od zamożności danej rodziny. Jako przykład prezentujemy wybrane pozycje z cennika z 1891 r. opublikowanego w dzienniku „Zabrzer Kreisblatt”, gdzie M oznacza markę, a Pf – fenigi: W tym okresie robotnik zarabiał miesięcznie około 58 marek, a w Zabrzu na początku 1891 r. 50 kg ziemniaków kosztowało 2 marki 60 fenigów, tyle samo kilogram masła, 50 kg siana – 3 marki 70 fenigów, 100 kg pszenicy – około 19 marek. Należy też dodać, iż wówczas zdecydowana większość porodów odbywała się w domach. Kobiety, które rodziły w klinikach kobiecych przy szkołach dla położnych wspomnianych w pierwszej części artykułu, były w dużej mierze pannami (stąd lepiej, aby ciąża i poród odbyły się z dala od domu), albo były bardzo ubogie i nie mogły pozwolić sobie na opłacenie usług położnej i ewentualnego lekarza. Zawód położnej w XIX i na początku XX wieku był trudny i odpowiedzialny, wymagał poświęcenia i ciężkiej pracy. Położna musiała liczyć się z wieloma niedogodnościami przy świadomości, że od jej umiejętności zależało życie matki i dziecka. Właśnie dlatego był to zawód dla kobiet wyjątkowych… 

Anna Kulczyk Muzeum Miejskie w Zabrzu