28 NZSw7_22 Antoni Rollnik – opowiem Wam o Zabrzu

Muzeum Miejskie zaprasza na nową wystawę


Antoni Rollnik – opowiem Wam o Zabrzu (cz. 1)


Przygotowana przez Muzeum Miejskie ekspozycja „Opowiem Wam o Zabrzu” jest próbą pokazania, w dużym skrócie, dziejów naszego miasta. Swego rodzaju przewodnikiem po wystawie został Antoni Rollnik, górnik, który był wieloletnim naczelnikiem gminy Zaborze. 


Nazywam się Antoni Rollnik. Dziś niedziela, 1 października 1922 roku. Jak zwykle wstałem o piątej rano, umyłem się, ubrałem, a następnie razem z Johaną poszliśmy na mszę do kościoła świętego Franciszka. Właśnie wróciliśmy, zjedliśmy śniadanie, obiadu nie będę dziś jeść w domu. Zaproszony zostałem bowiem do starostwa na uroczystość nadania praw miejskich Zabrzu. Tak, wiem, od 1915 roku nosi ono nazwę Hindenburg, ale dla mnie będzie to zawsze Zabrze. Siedzę więc w izbie rozmyślając o moim ponad 80-letnim życiu. Jakie było? Na pewno długie, wypełnione pracą, było w nim dużo chwil radosnych, nie brakowało również zmartwień. Może więc warto pozostawić tym, co przyjdą po mnie, informacje o tym, co wydarzyło się w tym czasie w rodzinie, w moim Zaborzu, powiecie? A było tego sporo! Zacznę od początku. Urodziłem się 16 stycznia 1841 roku w Zaborzu Wsi, jako syn Blasiusa i Josephy z domu Chwalek. Ojciec pochodził z Makoszów, matka z Sośnicy. Rodzice pobrali się w 1825 roku, wkrótce potem przeprowadzili się do Zaborza, gdzie ojciec znalazł zatrudnienie na kopalni Królowa Luiza. Na gospodarstwie w Makoszowach został dziadek Vitus, który wówczas był już dwukrotnym wdowcem. W domu było nas dwanaścioro, ośmiu synów i cztery córki. Najstarsza Luca urodziła się w 1826 roku, a najmłodsza Franciska w 1849 roku. Niestety, wkrótce po narodzinach Francki, zmarła nasza matka. Rok później ojciec ożenił się ponownie. Z małżeństwa z Hedwigą od Marciszów miał jeszcze dziesięcioro dzieci. Mimo że część rodzeństwa umarła w dzieciństwie, było nas w domu kupa. Gdy w domu pojawiła się macocha, chodziłem już do szkoły. Mieściła się ona niedaleko naszego domu, u zbiegu ulic księdza Antoniego Korczoka i Jerzego Wyciska. Czas nauki skończył się szybko. W wieku 14 lat poszedłem do pracy. Była to ta sama kopalnia, na której pracował ojciec i starsi bracia. Znałem ją od najwcześniejszych lat, jej szyby widać było z okien naszego domu. Początkowo pracowałem pod opieką ojca. Lata mijały, w 1863 roku zostałem powołany do wojska. Otrzymałem przydział do 1 Kompanii 23 Pułku Piechoty (2 Górnośląski). Wtedy to po raz pierwszy opuściłem Zaborze. Do dziś pamiętam jazdę pociągiem do garnizonu w Nysie. Cieszyłem się, że poznam trochę świata. Służba minęła szybko, do rezerwy zwolniony zostałem we wrześniu 1865 roku. Wróciłem do pracy na kopalni, niestety, okazało się, że nie na długo. Rok później wybuchła wojna między Prusami a Danią. Na początku kwietnia otrzymałem powołanie do wojska i wraz z 8 Kompanią 62 Pułku Piechoty (3 Górnośląski) wyruszyłem na front. Z frontu wróciłem w październiku. Miałem już 25 lat, czas więc było pomyśleć o ożenku. Wkrótce byłem już po słowie z Johaną od Jaworków, a 28 stycznia 1867 roku miał miejsce nasz ślub. Dzień ten pamiętam bardzo dobrze. Nie było jeszcze kościoła w Zaborzu, nasza parafia znajdowała się w Biskupicach, w kościele św. Jana Chrzciciela. Na co dzień do kościoła chodziliśmy pieszo, jednak z okazji ślubu drogę tę przebyliśmy odświętnie ustrojonymi furmankami. Ja ubrany byłem w mój galowy, a zarazem jedyny, garnitur, a Johana, jak przystało na córkę gospodarzy, ubrana była w odświętny strój. Była piękna! Niestety, widok nas w dniu ślubu przechowuję jedynie w pamięci – za moich młodych lat nikt nie słyszał o fotografii. I tak rozpoczęliśmy wspólne życie – ja miałem 26 lat, a Johana 19. Jeszcze w tym samym roku na świat przyszedł syn Karol, w kolejnych latach pojawiły się następne dzieci. W sumie doczekaliśmy się trzynaściorga: Karola (1867), Albiny (1869), Pawła (1872), Karoliny (1874), Franciszki (1877), Adama (1875), Marii (1879), Wiktorii (1879), Genowefy (1883), Doroty (1886), Ryszarda (1888), Antonii (1889) oraz Julii (1892). Niestety, dziś, kiedy piszę te słowa, wśród żywych pozostali jedynie: Karolina, Maria, Genowefa, Dorota oraz Antonia. Mamy też sporą gromadkę wnuków, a nawet prawnuków. Za niecały miesiąc nasza wnuczka Anna, córka Marii wydanej za Alexandra Cygana, wychodzi za mąż. Dziś ich zapowiedzi „spadły” w naszym kościele z ambony.  Myślami wracam do naszego wspólnego życia. Byliśmy rodziną jakich wiele w Zaborzu. Ja pracowałem na kopalni Królowa Luiza Pole Wschodnie. Do pracy nie miałem daleko. Z okien naszego domu przy Dorfstrasse (obecnie ul. ks. A. Korczoka) 5b, widać było budynki kopalni. W domu rządziła Johana. Żyliśmy skromnie, ale dobrze. Nasza część Zaborza, zwana wsią, wyglądała wówczas inaczej, przeważały gospodarstwa rolne. W kierunku Biskupic, aż po tory kolejowe, ciągnęły się pola uprawne, za nimi zaś rozpoczynały się pola gospodarzy z Biskupic. W 1870 roku wybuchła wojna z Francją, po raz kolejny poszedłem na front, jak się później okazało, na szczęście po raz ostatni. Służyłem w 5 batalionie 23 Pułku wojsk obrony krajowej powiatu bytomskiego (Landwehra). 8 kwietnia 1871 roku szczęśliwie wróciłem do domu, gdzie czekała na mnie żona oraz dwójka naszych dzieci: czteroletni Karol i dwuletnia Albina. W kilka dni po powrocie do domu u nas, na Zaborzu, odbyła się uroczystość poświęcenia kaplicy pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny. Było to duże wydarzenie. W marcu 1873 roku król Prus Wilhelm I wydał ustawę o podziale dotychczasowego powiatu bytomskiego na cztery mniejsze. Jednym z nowo powstałych był powiat zabrski, w skład którego weszło nasze Zaborze. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że z racji pełnionego urzędu będę częstym gościem w zabrzańskim starostwie. Nadszedł rok 1883, który okazał się ważny w moim życiu. 29 maja 1883 roku ówczesny starosta powiatu zabrskiego, Hans von Holwede, zatwierdził mnie na stanowisku pierwszego naczelnika gminy Zaborze. Funkcję tę pełniłem przez 18 lat, do października 1901 roku. W tym czasie Zaborze bardzo się zmieniło. W roku kiedy obejmowałem urząd zamieszkiwało je ponad 12 tysięcy mieszkańców, a kiedy odchodziłem z urzędu ponad 20 tysięcy! Przez pierwsze dwa lata biuro naczelnika gminy mieściło się w prywatnym domu. W 1885 roku swoje urzędowanie przeniosłem do budynku pierwszego ratusza w Zaborzu. Mieścił się on przy ulicy Wolności 440. Mijały kolejne lata, w 1891 roku obchodziłem „Abrahama”, sześć lat później zaś moja Johana. Tak skończył się XIX wiek. W zdrowiu weszliśmy w nowy wiek i nowe tysiąclecie.


Antoni Rollnik

Zaborze, Dorfstrasse 5b (ul. ks. A. Korczoka)


Urszula Wieczorek - Muzeum Miejskie w Zabrzu

(tekst opracowany w oparciu o materiały źródłowe dotyczące Antoniego Rollnika)