NZ w4 Jajcorz ze Śląska

Pan Leszek Jęczmyk od ponad 60 lat zajmuje się zdobieniem wielkanocnych jajek


Jajcorz ze Śląska
 

Leszek Jęczmyk o sobie mówi, że jest... jajcorzem. Ale nie takim, który robi kawały, tylko takim, który zdobi jajca. Ta pasja towarzyszy mu już od dzieciństwa. Teraz, na emeryturze, całkowicie mógł się jej poświęcić.

 

Mieszkający w Katowicach pan Leszek zachwycił się zdobionymi jajkami, gdy miał kilka lat. Zobaczył je wtedy na wielkanocnym stole i obiecał mamie, że na kolejne święta przygotuje własne dzieła. Słowa dotrzymał, a tworzenie wielkanocnych ozdób stało się pasją, jaka towarzyszy mu do dziś. – Początki były bardzo ciężkie – śmieje się pan Leszek. – Jajka mi się trzaskały, gniotły, przebijałem je, bo robiłem to byle czym. Ale byłem uparty. I tak robię to już ponad 60 lat – dodaje. Pan Leszek wydrapuje wzory ostrym narzędziem na odpowiednio zafarbowanych jajkach. To metoda rytownicza. – To się nazywa robieniem kraszanek, a po śląsku kroszonek. To nie jest to samo, co pisanka – zwraca uwagę pan Leszek. – Pisanka to jest blank co innego. Do ich przygotowania wykorzystuje się wosk i to jest zupełnie inna technika – dodaje. Pan Leszek przez lata pracował w Centralnym Ośrodku Informatyki Górnictwa. Gdy przeszedł na emeryturę, całkowicie mógł poświęcić się swojej pasji. Nad jedną kroszonką pracuje nawet kilka godzin. Żeby przygotować na Wielkanoc odpowiednią liczbę niezwykle efektownych jajek, zabiera się za to już na przełomie roku. – To nie jest takie proste. Najpierw trzeba wykonać fazę wstępną, czyli odpowiednio przygotować jajko do skrobania. Kiedyś gotowałem jajka na twardo, a potem zanurzałem je w farbie. Używam farb do tkanin, bo dają bardzo intensywne zabarwienie. Od jakiegoś czasu pracuję już na wydmuszkach. Robię w jajku jeden otworek i strzykawką lekarską wyciskam zawartość. Żona wykorzystuje ją do różnych celów, a ja mam wydmuszkę. Ważne, żeby otworek był jak najmniejszy i szło go potem zakamuflować. Wydmuszkę trzeba jeszcze wypłukać i dobrze wysuszyć – tłumaczy pan Leszek. – To jest kupa roboty, ale jo kochom tę robotę, a jak coś się robi z uciechą, to się udaje – dodaje. Zdobione jajka muszą być białe. Pan Leszek ma niedaleko domu zaprzyjaźniony sklep, w którym sprzedawczynie właśnie takie mu odkładają. – Zakładam bryle i wybieram te, które są odpowiednie – opowiada pan Leszek, który w 2006 r. zdobył tytuł Ślązaka Roku. – Niektóre jajka są chropowate, nierówne. Takie nadają się do nudli czy kołocza. Ja muszę mieć jajko foremne i gładkie – dodaje. Pan Leszek dba o to, żeby wydmuszki były w domu przez cały rok. – Mam je na podorędziu i jak mam ochotę, to biorę jajko i skrobię – przyznaje. Pan Leszek ma 180 cm wzrostu i waży ponad 100 kg. – Ułomkiem żech nie jest i niektórym się wydaje, że taki chłop nie może mieć tak delikatnych rąk. Ale jo je mom – śmieje się 72-latek. Wspomina, że w czasach kawalerskich najczęściej wręczał kroszonki swojej przyszłej żonie. Oryginalne upominki dostawali też krewni i znajomi. – Potem przychodzili do nich goście i pytali, skąd to mają. I tak po leku ta moja sława jajcorza zaczęła wychodzić poza rodzinę – uśmiecha się pan Leszek, który przy pracy chętnie słucha muzyki. – Ręce i oczy mom zajęte, ale uszy są wolne. W zależności od dnia i nastroju słucham bardzo różnych gatunków muzyki, od muzyki poważnej, przez jazz, blues, aż do rocka – wylicza. GOR

Leszek Jęczmyk jest również bohaterem reportażu, jaki w kwietniu będzie można zobaczyć na antenie Telewizji Zabrze. Zapraszamy!