NZ w6 Imponujący start, niedosyt na mecie

GÓRNIK ZABRZE ZAKOŃCZYŁ ROZGRYWKI EKSTRAKLASY NA 10. MIEJSCU W TABELI

Imponujący start, niedosyt na mecie

 

Zaczęło się imponująco, ale z kolejki na kolejkę impet uderzenia Trójkolorowych słabł. Ostatecznie drużyna z Zabrza zajęła 10. miejsce w tabeli. Zdobyła 37 punktów. Odniosła 10 zwycięstw, 13 razy przegrała, siedmiokrotnie zremisowała.

 

Górnik Zabrze do zakończonego właśnie sezonu wystartował rewelacyjnie. Po pięciu kolejkach podopieczni trenera Marcina Brosza zajmowali I miejsce w tabeli. Odnieśli cztery zwycięstwa i zanotowali jeden remis. Kiedy Trójkolorowi pokonali w Warszawie Legię 3:1, nie tylko fani Górnika, ale także wielu krajowych piłkarskich ekspertów uważało, że drużynę z Zabrza stać będzie na wysoką lokatę. Najwięksi optymiści skłaniali się do tezy, że Górnik powalczy nawet o mistrzostwo Polski. W miarę upływu czasu te prognozy ulegały weryfikacji. Przed zimową przerwą, po 14. kolejkach, zabrzanie zajmowali 5 miejsce w tabeli. Mieli 23 punkty, tyle samo co czwarty Śląsk Wrocław. Do lidera Legii tracili sześć punktów, a od drugiego Rakowa i trzeciej Pogoni Szczecin dzielił ich dystans pięciu punktów. Realna zatem wydawała się wciąż szansa zajęcia miejsca premiowanego udziałem w eliminacjach europejskich pucharów. To spowodowało, że w klubie zaczęto myśleć o wzmocnieniach. Szczególnie dawał się odczuć, po odejściu najskuteczniejszego w ostatnich latach strzelca Górnika Igora Angulo, brak rasowego napastnika. Tę lukę miał wypełnić 28-letni reprezentant Ghany Richmond Boakye. Czytając jego notę biograficzną można było dostać zawrotu głowy od tego, w jakich występował klubach. Ten transfer okazał się jednak wielkim niewypałem. Dość powiedzieć, że Richmond Boakye nie zdobył ani jednej bramki w ligowych meczach... Covid spowodował, że mocno okrojony został plan przygotowań do rundy wiosennej. Zrezygnowano ze zgrupowania na Cyprze. Nie doszedł także do skutku sparing z czołową austriacką drużyną Red Bull Salzburg. Piłkarze Górnika trenowali w Zabrzu, głównie w hali przy ul. Matejki 6, gdzie na pełnowymiarowym boisku zainstalowano nowoczesną nawierzchnię ze sztucznej trawy. Czy to wpłynęło na postawę drużyny w drugiej części sezonu? Trudno jednoznacznie określić. W szesnastu rozegranych na wiosnę meczach ligowych Górnik zdobył tylko 14 punktów. W tabeli obejmującej ten okres zajął ostatnie miejsce. Na dodatek odpadł w 1/8 finału Pucharu Polski, przegrywając w Bełchatowie z Rakowem Częstochowa 2:4. Można było odnieść wrażenie, że kibice Górnika Zabrze czekali na to, aby sezon 2020/2021 w PKO BP Ekstraklasie jak najszybciej się zakończył. Im bliżej było do mety rozgrywek, tym gorzej prezentowali się piłkarze czternastokrotnego mistrza Polski. Tego faktu nie zmieniły ostatnie dwa mecze, w których Górnik wygrał u siebie z Jagiellonią Białystok 3:1 i zremisował z Lechem w Poznaniu 1:1. Ostatecznie drużyna z Zabrza zajęła 10. miejsce w tabeli. Zdobyła 37 punktów. Odniosła 10 zwycięstw, 13 razy przegrała, siedmiokrotnie zremisowała. Miała ujemny bramkowy bilans 31:33. Wypada przypomnieć, że mistrzem Polski po raz piętnasty została Legia Warszawa, która zgromadziła 64 punkty, a jej zawodnicy strzelili 48 bramek, tracąc 24. To spowodowało, że Górnik wraz z Ruchem Chorzów stracili prymat w liczbie zdobytych tytułów najlepszej drużyny w kraju. Do tej pory mieli ich po 14. Najbardziej w postawie drużyny na boisku odczuwało się brak pewności siebie. To powodowało, że piłkarze stwarzali wiele dogodnych sytuacji do zdobycia bramki, ale większość z nich marnowali. Prym w przedniej formacji wiódł Jesus Jimenez. Zdobył 15 bramek, najwięcej z wszystkich piłkarzy Górnika, ale dobre występy przeplatał średnimi lub wręcz słabymi. Niepewna była też obrona. Trzeba jednak wspomnieć, że grali w niej młodzi zawodnicy, jak choćby 21-letni Krzysztof Kubica czy 20-letni Aleksander Paluszek. Dowodził nimi zwykle 23-letni Przemysław Wiśniewski, który w ostatniej kolejce sezonu rozegrał swój setny mecz w barwach Górnika. W tej formacji na uwagę zasługiwała również solidna gra 22-letniego Adriana Gryszkiewicza. Ostoją drużyny na tyłach był bramkarz Martin Chudy, który w każdym z 30 ligowych spotkań wychodził na boisko w podstawowej jedenastce. On przynajmniej kilka razy uratował Górnika od porażek. W drugiej linii brylował 23-let-ni reprezentant Gambii Alasana Manneh. Choć zdarzały się mu i słabsze występy, to potwierdził swoje wielkie możliwości. Kibice zapamiętali z pewnością jego fantastyczną bramkę, zdobytą z dużej odległości w meczu ze Stalą w Mielcu. Koniec sezonu to czas na rozstania. Po czterech latach gry w Górniku pożegnał się z drużyną Michał Koj. – Wiele lat z zaszczytem mogłem reprezentować barwy Górnika. Gra w klubie o tak wielkich tradycjach i historii to wielkie wyróżnienie i docenienie lat pracy i treningów. Najważniejsze to jednak walka dla kibiców. Kibice Górnika są wspaniali. Zawsze nas wspierali. Chciałbym podziękować tysiącom ludzi, którzy na trybunach, w Internecie zawsze zagrzewali drużynę, a także i mnie do walki o zwycięstwo w każdym meczu. ,,Żabole”, ,,Rudziole” i kibice z wszystkich miast i miasteczek. Dziękuję wam. Moja przygoda w Górniku dobiegła końca, ale jedno wiem na pewno: moja trójkolorowa dusza i czarne serce zawsze będzie we mnie. ,,Jadymy durś” – tak z kibicami Górnika pożegnał się na oficjalnej stronie klubu Michał Koj. Koniec sezonu przyniósł także inną, niezwykle istotną zmianę w szatni Górnika. Z klubem pożegnał się trener Marcin Brosz, który pierwszą drużynę Trójkolorowych prowadził przez ostatnich pięć lat. To rekord w historii klubu. Żaden z poprzednich szkoleniowców nie piastował tej funkcji tak długo. Na trenerskiej ławce Marcina Brosza zastąpił Jan Urban, ikona Górnika ze złotej dekady lat osiemdziesiątych. W ostatnich latach Urban trenował m.in. Legię Warszawa, był również asystentem selekcjonera reprezentacji Polski, Leo Beenhakkera.

Andrzej Azyan