NZ w6 Z Górnikiem łączą mnie pozytywne emocja

ROZMOWA Z MARCINEM BROSZEM, BYŁYM TRENEREM GÓRNIKA ZABRZE

 

Z Górnikiem łączą mnie pozytywne emocja

 

Pięć lat temu, odchodząc z Korony Kielce, gdzie chwalono Pana za kawał dobrej roboty, miał Pan z pewnością propozycje objęcia jakiegoś piłkarskiego, ekstraklasowego klubu. Może Pan teraz uchylić rąbka tajemnicy, kto zabiegał o trenera Brosza? Wszak to już historia.

 

Ma pan rację. To już historia i nie pamiętam z jakich klubów były propozycje. Górnik w tamtym sezonie spadł z ekstraklasy i było to dla mnie trudne doświadczenie z racji pozytywnych emocji, które łączą mnie z Górnikiem Zabrze.

 

Co najbardziej przekonało Pana do tego, aby objąć pierwszoligowego wówczas Górnika?

 

Tu nie było potrzeby przekonywania. Klub, z którym jestem związany emocjonalnie, znalazł się w trudnej sytuacji. Tak więc gdy pojawiła się propozycja, zacząłem się zastanawiać nie nad tym czy ją przyjąć, tylko jak mogę pomóc.

 

W pierwszym roku pracy w Zabrzu uzyskał Pan z drużyną podstawowy cel, czyli powrót do ekstraklasy. Łatwo jednak nie było. Nie brakowało takich, którzy wątpili w jego powodzenie.

 

Rzeczywiście, nie było prosto. Mieliśmy różne okresy. Zresztą losy awansu ważyły się do ostatniej chwili, tak więc pewnie było sporo osób, które zwątpiły. Najważniejsze jednak, że wszyscy w drużynie wierzyli do końca.

 

Po kolejnym roku drużyna pod Pana wodzą zajęła czwarte miejsce w ekstraklasie i po 23 latach awansowała do europejskich pucharów. Co było wtedy największą jej siłą?

 

Stabilność kadry. Z tej, która awansowała, odszedł tylko Bartek Kopacz. Pozyskaliśmy Mateusza Wieteskę, Damiana Kądziora. To były wartościowe wzmocnienia.

 

Występ w eliminacjach Ligi Europejskiej w 2018 roku pokazał jednak Górnikowi miejsce w szeregu. W pierwszej rundzie udało się z pewnymi kłopotami wyeliminować mołdawską drużynę Zaria Balti (1:0 u siebie, 1:1 na wyjeździe). W drugiej było już znacznie gorzej. Młoda słowacka drużyna AS Trencin wygrała w Zabrzu 1:0, a w rewanżu w Myjavie 4:1. Dało to Panu do myślenia?

 

To, co udało nam się po awansie, w sezonie pucharowym już nie wyszło. Straciliśmy ważne ogniwa w drużynie: Rafała Kurzawę, Damiana Kądziora, Mateusza Wieteskę, a wzmocnienia, choćby w postaci Kamila Zapolnika, nie zrównoważyły ubytków.

 

Czy miał Pan wpływ na zatrzymanie w Górniku Mateusza Wieteski, najlepszego w tym czasie obrońcy, potem „króla środka pola” Rafała Kurzawy, wreszcie najskuteczniejszego strzelca w Górniku w ostatnich latach Igora Angulo?

 

Bardzo chciałem, by Mateusz Wieteska został na kolejny sezon, jednak tu sprawy kontraktowe nie dawały nam pola manewru. Również w przypadku Rafała czy Igora bardzo chciałem, by zostali w Górniku. Robiłem co mogłem, jednak, jak widać, to nie wystarczyło.

 

Odejście co roku z Górnika najlepszych zawodników powodowało, że musiał Pan od nowa zaczynać budowanie drużyny. Z jednej strony było to wielkie wyzwanie. Z drugiej niosło ogromne ryzyko, że nie uda się tego wszystkiego posklejać, aby zespół funkcjonował na wysokich obrotach. Miał Pan takie wątpliwości?

 

Brak stabilności kadry to rzeczywiście duży problem. Zresztą sezon po awansie, gdzie udało się zachować kadrę, pokazał, iż utrzymanie kluczowych zawodników plus wzmocnienia to gra o wyższe cele. 

 

Miniony sezon to trzy różne okresy w grze Pańskich podopiecznych. Bardzo dobry początek, który rozbudził nadzieje na wysokie miejsce, potem pod koniec jesieni lekka zadyszka, a na wiosnę kompletna klapa. Jak Pan wytłumaczy taką huśtawkę formy?

 

Odejście Pawła Bochniewicza, lidera bloku defensywnego i kapitana, to klucz do oceny tego sezonu. Warto również całościowo spojrzeć na odejścia przed sezonem oraz zawodników, którzy mieli zastąpić te ubytki. Dodatkowo mieliśmy bardzo wąską kadrę.

 

W ciągu pięciu lat pobytu w Górniku pracował Pan z wieloma, przeważnie młodymi zawodnikami. Kogo Pan uważa za swoje największe odkrycie?

 

Nie patrzę w ten sposób. Staram się, by każdy z zawodników wszedł na wyższy poziom, niezależnie od tego czy jest młody, czy bardziej doświadczony. Tak samo zależało mi na rozwoju Szymona Żurkowskiego, jak i Igora Angulo. Bardzo cieszą mnie zawodnicy zdeterminowani i głodni rozwoju, jak na przykład Damian Kądzior, Giakoumakis czy Darek Pawłowski. To dzięki ciężkiej pracy i determinacji ci chłopcy osiągają sukces.

 

Czy w nowym klubie nadal będzie Pan stawiać na młodych zawodników? Może coś się zmieni w Pańskiej trenerskiej filozofii?

 

Trudno powiedzieć, jeszcze nie myślę o nowym klubie.

 

Wielu kibiców Górnika serdecznie podziękowało Panu za pięć lat pracy w klubie. Spora grupa fanów widziałaby Pana znowu w Zabrzu. Wróci Pan kiedyś na Arenę Zabrze?

 

Z Górnikiem jestem związany emocjonalnie. Z pewnością jeszcze zawitam na Arenę Zabrze, może przy okazji najbliższego ligowego meczu, by podziękować osobiście kibicom za te wspólne pięć lat.

 

Rozmawiał Andrzej Azyan