NZ w6 Zbrodnia i kara, czyli zabrzanie na szafocie

TRZECH MIESZKAŃCÓW ZABRZA SKAZANYCH ZOSTAŁO NA KARĘ ŚMIERCI

 

Zbrodnia i kara, czyli zabrzanie na szafocie

 

Obecnie niemal w żadnym państwie europejskim nie stosuje się już kary śmierci, jednakże jeszcze nie tak dawno temu była ona powszechna. W niniejszym artykule znajdziemy przypadki trzech mieszkańców Zabrza skazanych na najwyższy wymiar kary w początkach XX wieku.

 

Pierwsza z egzekucji miała miejsce w Gliwicach w 1902 r. Skazanym był mieszkaniec Zaborza Kolonii B, pracownik kopalni, 25-letni Wilhelm Kopperberg, który dokonał morderstwa na mieszkańcu Brojastrasse 80 (obecnie ul. Lompy), Izydorze Biskupie. W wyniku przeprowadzonego śledztwa ustalono, iż Kopperberg przybył pod wpływem alkoholu na Brojastrasse rzekomo w celach matrymonialnych, jednakże zachowywał się tak głośno i nieobyczajnie, że jeden z mieszkańców domu, operator maszyny nazwiskiem Biskup, wyrzucił go za drzwi. W odpowiedzi na to Kopperberg udał się do sklepu, w którym kupił nóż oraz do pobliskiego szynku, w którym przebywał jego brat, 18-letni Max. Bracia wywabili Biskupa z domu, po czym wszczęli bójkę, w której Wilhelm Kopperberg zadał mu śmiertelny cios nożem w szyję. Braci ujęto i przewieziono do więzienia przy Sądzie Krajowym w Gliwicach. Dlaczego właśnie do Gliwic ? otóż Sąd Obwodowy w Zabrzu orzekał jedynie w drobnych sprawach karnych i cywilnych, dlatego sprawa braci Kopperberg trafiła do sądu wyższej instancji. 
18 lutego 1902 r. sąd przysięgłych działający przy Sądzie Krajowym w Gliwicach skazał Wilhelma Kopperberga na karę śmierci oraz utratę praw obywatelskich za morderstwo z premedytacją, a jego brata Maxa na utratę praw obywatelskich i pięć lat ciężkiego więzienia za podżeganie i współudział. W Cesarstwie Niemieckim od 1871 r. wszystkie wyroki śmierci wykonywano przez ścięcie, a w Prusach – przez ścięcie toporem (ostatni raz w Niemczech ścięto toporem skazańca w 1938 r.). Od 1906 r. jedynym katem w Prusach był mieszkaniec Wrocławia – Lorenz Schwietz. Wcześniej zawód ten wykonywali Julius Krautz oraz od wielu pokoleń męscy przedstawiciele rodziny Reindel –w XIX wieku ojciec Fryderyk i syn Wilhelm, a do 1906 r. także zięć tego ostatniego – Alwin Engelhardt. Zanim Schwietz rozpoczął pracę jako kat, pracował jako mistrz rzeźnicki we Wrocławiu i Raciborzu, a od 1886 r. jako pomocnik Juliusa Krautza, który jednak został odsunięty od zawodu, ponieważ wdał się w bójkę, w wyniku której życie stracił jeden z jego pomocników. Fryderyk Reindel w 1898 r. odszedł na emeryturę, zaś jego syn – Wilhelm z uwagi na problemy z alkoholem nie był w stanie należycie wykonywać swojej pracy. W 1900 r. Lorenz Schwietz pomyślnie zdał egzamin i wykonał pierwsze egzekucje. Do 1906 r. jako kat w Prusach działał także wspomniany wcześniej Alwin Engelhardt, jednak i on popadł w nałóg i został odsunięty od zawodu. Trzeba wiedzieć, iż Królewski Pruski Kat był urzędnikiem państwowym ze stałą pensją, z której jednak musiał opłacić pomocników. Jego ubranie służbowe stanowił frak, biała koszula, muszka, białe rękawiczki i cylinder. Do wyposażenia kata należały: topór, blok egzekucyjny oraz ława, na której kładziono skazańca (została ona wynaleziona przez Fryderyka Reindela i użyta po raz pierwszy w 1883 r.). Wszystkie te utensylia kat woził ze sobą na miejsce, gdzie miała odbyć się egzekucja. Zazwyczaj w przeddzień wykonania wyroku kat odwiedzał skazańca, aby przekonać się o jego stanie psychicznym i zbadać budowę ciała, a w szczególności mięśnie szyi i karku. Egzekucja Wilhelma Kopperberga miała miejsce 7 sierpnia 1902 r. o 6.00 rano na dziedzińcu więzienia (obecnie Areszt Śledczy) znajdującego się przy Sądzie Krajowym w Gliwicach (obecnie Sąd Rejonowy). Dzień wcześniej został on powiadomiony, iż król nie skorzystał z prawa łaski. Wieczorem czuwał przy nim kapelan więzienny, który następnego ranka towarzyszył mu w drodze na szafot. Jak podaje prasa, Kopperberg był bardzo opanowany, a sama egzekucja, prowadzona przez prokuratora Reymanna, a wykonana przez Lorenza Schwietza trwała sto minut. Uczestniczyli w niej pracownicy aresztu oraz liczni obywatele miasta, a policja zadbała o to, aby nie było zakłóceń w ruchu ulicznym, szczególnie na Klosterstrasse (obecnie ul. Siemińskiego w Gliwicach).

***

Pod koniec maja 1908 r. mieszkańcami Zabrza i okolic wstrząsnął brutalny mord, którego ofiarą padł właściciel sklepu meblowego przy Kronprinzenstrasse (ul. Wolności), 40-letni Max Glücksmann. Przebieg wypadków ustalony w toku śledztwa przez policję kryminalną był następujący: w sobotni wieczór 23 maja 1908 r. Max Glücksmann zakończył pracę i zapłacił swojemu pomocnikowi. W tym samym czasie w pobliskiej restauracji Gillnera siedziało trzech młodych ludzi. Jeden z nich przyszedł do Glücksmanna, chcąc kupić ramę do sofy. Ponieważ jednak nie dogadali się w sprawie ceny, młody człowiek odszedł z niczym. Nazajutrz przed godziną 8.00 zjawił się ponownie i udał się wraz z właścicielem sklepu do magazynu z meblami mieszczącego się na czwartym piętrze domu. Ponieważ pan Glücksmann długo nie wracał, na poszukiwanie ruszyła jego żona, Aurelie. Przechodząc przez sklep spłoszyła niedoszłego kupca – niskiego, przysadzistego mężczyznę „o niesympatycznym wyglądzie”, który majstrował przy sejfie. Na widok pani Glücksmann uciekł przez okno na ulicę. Kobieta udała się do magazynu, gdzie zastała zamknięte drzwi, zza których dobiegało charczenie. Kiedy je otworzyła, jej oczom ukazał się mąż leżący na podłodze w kałuży krwi z nogami pomiędzy ramą sofy. Przybyła na miejsce policja kryminalna i gliwicki prokurator dr Krause początkowo sądzili, że był to nieszczęśliwy wypadek w magazynie z meblami, jednakże zeznania żony, a także fakt, iż ranny nie miał przy sobie klucza z sejfu, który zawsze nosił, a nade wszystko sześć ran w czaszce świadczyły o morderstwie. Pomimo przewiezienia do Szpitala Spółki Brackiej, Max Glücksmann zmarł w nocy. W toku śledztwa ustalono, że rany na jego głowie pochodziły od młotka tapicerskiego. Sprawcą okazał się 22-letni mieszkaniec Zaborza – Paul Galetzka, z zawodu tapicer, który od wielu tygodni był bezrobotny i błąkał się jako bezdomny. Został on schwytany i aresztowany dwa dni później, po czym przewieziony do więzienia przy Sądzie Krajowym w Gliwicach. 14 października 1908 r. sąd przysięgłych skazał go na karę śmierci i utratę praw obywatelskich. Galetzka nie działał sam – jego towarzyszem, namawiającym go do zbrodni, był siodlarz Woitas, który został skazany na osiem lat ciężkiego więzienia i utratę praw obywatelskich. Egzekucja Paula Galetzki miała miejsce 4 marca 1909 r. na dziedzińcu gliwickiego więzienia. Wieczorem poprzedniego dnia przybyli rodzice skazanego i jego siostra. W nocy czuwał przy nim kapelan więzienny ks. Lukaskiewicz, a o godzinie 6.30 skazany „bez jednego słowa i w całkiem dobrym stanie” udał się w swoją ostatnią drogę. Pierwszy prokurator dr Krause przeczytał wyrok i przekazał Galetzkę w ręce kata Schwietza, który bez zbędnych ceremonii wykonał swą pracę. Przy ścięciu był obecny tylko tuzin osób, w większości personel więzienia. Bilety wstępu na egzekucję nie zostały wydane, nie miała wstępu nawet prasa. Przed budynkiem sądu, pomimo że cała sprawa była trzymana w tajemnicy, zebrało się wielu ciekawskich. O wykonanej egzekucji w specjalnym oświadczeniu na łamach dziennika urzędowego „Zabrzer Kreisblatt” poinformował pierwszy prokurator.

***

Lorenz Schwietz zapewne nie przypuszczał, iż będzie musiał przybyć do Gliwic ponownie kilka miesięcy później i to znowu za sprawą mieszkańca Zaborza. Tym razem powodem jego przyjazdu był wyrok sądu przysięgłych działającego przy gliwickim Sądzie Krajowym wydany w sprawie pracownika kopalni „Concordia” Karla Pysika, który rok wcześniej w brutalny sposób zamordował swoją żonę, teściową oraz siostrę teściowej. W toku śledztwa ustalono, że 15 czerwca 1908 r. 30-letni Karl Pysik udał się do mieszkania swoich teściów, Josepha i Pauline Michalla mieszczącego się na parterze na tyłach domu przy Kronprinzenstrasse 13 (ul. Wolności –przy dawnym placu Koksowym) w Zaborzu. Miał przy sobie dwa sześciostrzałowe rewolwery oraz sztylet, a w kieszeniach dużą ilość zapasowej amunicji. Oprócz żony, Sophie, która opuściła go rok wcześniej, w domu nie było nikogo. Karl zastał żonę w kuchni, z pięciomiesięczną córką na rękach. Ponieważ nie chciał zabić dziecka, nie strzelił do żony. Aby skłonić ją do odłożenia niemowlęcia, zażądał, aby pokazała mu jego świadectwo urodzenia. Wystraszona kobieta posłuchała go i wyszła do innego pomieszczenia. W tym czasie do domu weszła teściowa, Pauline Michalla wraz ze swą siostrą – Caroline Arndt. Pysik oddał do nich sześć strzałów, zabijając obie kobiety. Następnie ruszył do izby, w której jego żona szukała dokumentu i strzelił do niej trzy razy raniąc ją ciężko w korpus, podbrzusze oraz lewe ramię. Kobieta usiłowała uciekać, mąż jednak rzucił się na nią z nożem dźgając w plecy. Kiedy padła nieprzytomna na progu mieszkania, zabarykadował się w pokoju, gdzie strzelił do siebie z rewolweru oraz ugodził się sztyletem w lewy bok. Zaalarmowani strzałami sąsiedzi i zawiadomiona wkrótce policja zastali mordercę leżącego bez przytomności na łóżku. Ciężko ranni małżonkowie czym prędzej zostali odwiezieni do Szpitala Spółki Brackiej, gdzie Sophie zmarła następnego dnia. Rany jej męża nie okazały się tak groźne, jak myślano, więc już następnego dnia rano został przewieziony do więzienia, gdzie poddano go przesłuchaniu. W trakcie przesłuchania Karl Pysik zeznał, że nie miał zamiaru zabić ciotki Caroline Arndt, a jedynie żonę i jej matkę. Nie żałował również swego czynu i nie wykazywał skruchy. Jedyne, czego żałował, to tego, że nie udało mu się popełnić samobójstwa. Jak stwierdził, „teraz jestem przeznaczony katu, chciałem tego uniknąć”. Podczas przesłuchania przed sądem przysięgłych na pytania sędziów odpowiadał jedynie „tak” i „nie”, więc podejrzewając chorobę psychiczną wysłano go do szpitali w Rybniku i Toszku. Lekarze psychiatrzy uznali jednak, że jest zdrowy. 9 lutego 1909 r. sąd przysięgłych uznał go winnym trzech morderstw i skazał na karę śmierci oraz na utratę praw obywatelskich. W przeddzień egzekucji Pysik poprosił o widzenie z matką, która zabawiła w jego celi ok. pół godziny. Wieczorem zażyczył sobie kiełbasy oraz butelki wina, a od godziny 20.00 czuwał przy nim kapelan więzienny. Rankiem 30 czerwca 1909 r. Karl Pysik wysłuchał mszy św. oraz przyjął Komunię świętą. Na szafot wszedł blady, ale jakoś się trzymał. Punktualnie o godzinie 5.00 egzekucja została wykonana, o czym pierwszy prokurator dr Krause poinformował na łamach dziennika urzędowego „Zabrzer Kreisblatt”. Królewski Pruski Kat Lorenz Schwietz wykonał ogółem 123 egzekucje, w tym siedem w Gliwicach. Nazwiska trzech mieszkańców Zabrza, których ściął, zostały umieszczone na jego toporze, podobnie jak nazwiska pozostałych 120 skazańców.

 

Anna Kulczyk Muzeum Miejskie w Zabrzu KDH