NZ w7 Z dala od kawalerów, czyli jak dożyć setki

W czerwcu setne urodziny obchodziła pani Maria Dylus
 

Z dala od kawalerów, czyli jak dożyć setki


Trzeba się trzymać z dala od kawalerów i nie martwić się na zapas. Taka jest recepta na długowieczność pani Marii Dylus, która 23 czerwca obchodziła setne urodziny. Z okazji pięknego jubileuszu życzymy dalszych lat w zdrowiu i uśmiechu na co dzień.

Pani Maria urodziła się w 1921 r. Była najstarsza z ósemki rodzeństwa. Naukę w gimnazjum dla dziewcząt przerwał jej wybuch wojny. Podczas okupacji była bileterką i motorniczą tramwaju kursującego między Zabrzem a Gliwicami. Po wojnie kontynuowała edukację. Została nauczycielką. W zabrzańskich szkołach uczyła fizyki i chemii. Swoją pasją do przedmiotów ścisłych dzieliła się również z najbliższymi. – Jak wracałam z pracy, to moje dzieci wybiegały i krzyczały: mamo, mamo, chodzimy po równi pochyłej. A ciocia brała stare wiadro, deskę i od razu tłumaczyła, co to jest równia pochyła. Albo wspólnie przygotowywali roztwory chemiczne – wspomina Beata Dyllus-Rorot, bratanica jubilatki. – Ciocia nie założyła swojej rodziny, ale całe życie poświęciła dzieciom. Nie tylko tym z rodziny, ze szkoły, ale udzielała się również jeżdżąc na kolonie charytatywne czy opiekując się dziećmi przy parafii – dodaje. Pani Maria uwielbiała górskie wycieczki. – Potrafiła zniknąć na kilka dni, żeby pochodzić po górach. Zamartwialiśmy się o nią wtedy, bo nie tłumaczyła nigdy, gdzie i na ile jedzie – uśmiecha się pani Beata. Jeszcze niedawno pani Maria urządzała sobie kilkugodzinne spacery po Zabrzu. Wędrowała od kościoła do kościoła, wstępując na modlitwę. Dzisiaj spaceruje głównie po mieszkaniu, ale na modlitwę wciąż poświęca dużo czasu. – U nas w domu zawsze się „rzykało”. Jak byliśmy dziećmi, to nas tego uczyli. Mój tata prowadził pielgrzymki, więc inaczej być nie mogło. Teraz też modlitwa musi być – zaznacza pani Maria. W życiu pani Marii nie brakuje też humoru. – Gdybym się miała ciągle martwić, to już bym dawno w skrzyni była. Nie należy się przejmować. Trzeba po prostu żyć. Śmiej się z siebie, to będziesz śmiał się do końca życia – przekonuje pani Maria, dodając, że długowieczności sprzyja też proste jedzenie. Najbardziej smakuje jej... wodzionka z czosnkiem.Pani Maria ma trochę problemów ze wzrokiem, ale cieszy się dobrym zdrowiem. – Mieszka sama, nie zażywa żadnych tabletek. Ogląda telewizję, słucha radia. Kiedy do niej zaglądamy, mieszkanie jest zawsze posprzątane – mówi pani Beata. – W życiu najważniejsze jest to, żeby nie przejmować się życiem – podsumowuje z uśmiechem pani Maria. 

MM